Iga Świątek uspokaja kibiców przed rozpoczęciem Australian Open, podkreślając, że nie widzi powodów do niepokoju, mimo dwóch porażek poniesionych tuż przed pierwszym wielkoszlemowym turniejem sezonu.
Polka przegrała w niedzielę w Sydney finałowy mecz United Cup z Belindą Bencic 3–6, 6–0, 6–3. Wcześniej, w półfinale, uległa Coco Gauff 4–6, 2–6. W spotkaniu ze Szwajcarką Świątek straciła siedem gemów z rzędu, w tym cały set bez wygranego gema, co było rzadkim widokiem w jej wykonaniu. Emocje po meczu najlepiej oddawały łzy i gest frustracji na korcie.
Dla sześciokrotnej triumfatorki turniejów wielkoszlemowych dwie porażki z rzędu to sytuacja nietypowa. Ostatni raz taka seria przydarzyła jej się podczas WTA Finals w Rijadzie w listopadzie, kiedy przegrała z Jeleną Rybakiną i Amandą Anisimovą. Wcześniej miało to miejsce jeszcze w 2021 roku.
Po finale Świątek podkreślała, że jej stan nie budzi obaw. Zaznaczyła jednak, że odczuwa duże zmęczenie fizyczne, co – jak przyznała – często zdarza się na początku sezonu. Dodała, że podobne doświadczenia miała również rok wcześniej i planuje poświęcić najbliższe dni na regenerację.
Zwróciła także uwagę na specyfikę rozgrywek drużynowych. Przyznała, że są one wyjątkowo wyczerpujące i wymagają dużych nakładów energii. Jak zaznaczyła, w przyszłości będzie musiała lepiej znaleźć równowagę między takimi startami a przygotowaniami indywidualnymi.
Świątek nie ukrywała, że w meczu z Bencic fizycznie zabrakło jej świeżości, szczególnie w drugim secie. Wskazała na spadek intensywności, problemy z poruszaniem się oraz mniejszą precyzję wynikającą ze zmęczenia.
Do rozpoczęcia Australian Open w Melbourne pozostało niewiele czasu, a Polka popełniła w niedzielnym meczu aż 36 niewymuszonych błędów, przy 10 po stronie rywalki.
Australian Open pozostaje jedynym turniejem wielkoszlemowym, którego 24-letnia tenisistka jeszcze nie wygrała. Świątek dwukrotnie dotarła do półfinału, a w 2025 roku przegrała na tym etapie z późniejszą triumfatorką, Madison Keys.





