Śmierć Quentina Deranque wywołała napięcia we Francji, w szczególności między lewicą a prawicą. Zdarzenie wzbudziło również reakcje na arenie międzynarodowej.
W piątek administracja Trumpa potępiła incydent, określając go jako akt „terroru” we Francji.
W niedzielę minister spraw zagranicznych Francji Jean-Noel Barrot poinformował, że ambasador Stanów Zjednoczonych w Paryżu zostanie wezwany w związku z komentarzami administracji Donalda Trumpa na temat zabójstwa francuskiego działacza skrajnej prawicy.
„Zamierzamy wezwać ambasadora Stanów Zjednoczonych we Francji, ponieważ ambasada USA skomentowała tę tragedię… która dotyczy wspólnoty narodowej” – powiedział Barrot mediom francuskim. Zaznaczył, że niniejsza tragedia nie powinna być wykorzystywana dla celów politycznych.
Jak donosi agencja AFP, według źródła dyplomatycznego, ambasador Charles Kushner – ojciec zięcia Donalda Trumpa, Jareda Kushnera – został wezwany na spotkanie w poniedziałek o godzinie siedemnastej czasu lokalnego.
Zabójstwo Deranque wywołało także napięcia dyplomatyczne między Francją a Włochami. Włoska premier Giorgia Meloni, nazwała zabójstwo „raną dla całej Europy”. Prezydent Emmanuel Macron skrytykował ją za ingerencję w sprawy wewnętrzne Francji.
Quentin Deranque zmarł w wyniku obrażeń głowy po starciach między zwolennikami skrajnej lewicy i skrajnej prawicy w Lyonie podczas demonstracji przeciwko politykowi z lewicowej partii Francja Niepokorna (LFI) w lutym.
Sześciu mężczyznom podejrzanym o udział w ataku na dwudziesto trzy latka postawiono zarzuty zabójstwa. Według doniesień asystent parlamentarnego przedstawiciela skrajnej lewicy odpowiada za współudział w przestępstwie.






