Polska kluczowym elementem europejskiego bezpieczeństwa

Polska jest na trzecim miejscu wśród państw NATO pod względem liczby żołnierzy zawodowych, ustępuje jedynie Stanom Zjednoczonym i Turcji.

By
ZDJĘCIE ARCHIWALNE: Polska armia trenuje z nowymi czołgami i haubicami z Korei Południowej. / Reuters

Polska realizuje największy program zbrojeń od czasów zimnej wojny. Rozbudowa armii do nawet 500 tys. żołnierzy oraz przeznaczanie na obronność około 5% PKB to nie tylko odpowiedź na zagrożenia militarne, lecz także element szerszej zmiany roli kraju w europejskiej architekturze bezpieczeństwa.

Zdaniem analityków momentem przełomowym była rosyjska inwazja na Ukrainę w lutym 2022 r. Jak podkreśla Jacek Tarociński z Ośrodka Studiów Wschodnich w rozmowie z agencją Anadolu, to wtedy w Warszawie ukształtowało się przekonanie, że Polska musi dysponować własnymi, niezależnymi zdolnościami wojskowymi, szczególnie w zakresie sił lądowych. Celem stało się przygotowanie armii do samodzielnej obrony przed Rosją, a przy wsparciu sojuszników – do osiągnięcia zwycięstwa.

W 2022 r. wydatki obronne Polski wynosiły około 2,2% PKB. W kolejnych latach poziom ten wzrósł ponad dwukrotnie. Do 2024 r. nakłady sięgnęły około 4,1% PKB, co przełożyło się na blisko 38 mld dolarów wydatków – najwyższy poziom od zakończenia zimnej wojny. Polska stała się tym samym trzecim państwem NATO pod względem liczby żołnierzy zawodowych, ustępując jedynie Stanom Zjednoczonym i Turcji.

Ekspert zwrócił uwagę na to co określił jako “dywidendą pokojową” Europy, czyli wieloletnie ograniczanie sił zbrojnych w Europie Zachodniej. Według Tarocińskiego doprowadziło to do sytuacji, w której “prowadzenie długotrwałego konfliktu o wysokiej intensywności” stało się niemożliwe, co opisał jako “błąd strategiczny”.

Wskazał wydatki Polski na obronność na poziomie 4-5% PKB, co ma się utrzymać do końca dekady. 

Liczebność polskich sił zbrojnych wzrosła z około 130 tys. żołnierzy przed 2022 r. do ponad 215 tys. obecnie. Do 2030 r. armia ma liczyć około 300 tys. osób, a w przypadku mobilizacji wojennej – znacznie przekroczyć pół miliona.

Zmiany te zbiegają się z naciskami ze strony USA, by Europa w większym stopniu odpowiadała za własne bezpieczeństwo. 

Skala zakupów uzbrojenia jest bezprecedensowa. Polska zastępuje niemal cały postsowiecki sprzęt lądowy nowoczesnymi systemami zachodnimi. Według raportu RAND obejmuje to m.in. setki czołgów Abrams i K2, haubice K9, wyrzutnie HIMARS oraz nowe bojowe wozy piechoty Borsuk.

Równolegle rozwijana jest współpraca wojskowa z USA – Polska staje się jednym z głównych centrów stacjonowania i szkolenia amerykańskich sił w Europie, na co zwróciła uwagę Małgorzata Zachara-Szymańska, profesor nadzwyczajny Uniwersytetu Jagiellońskiego w Krakowie, podczas rozmowy z Anadolu. 

Rozbudowywana jest także flota śmigłowców uderzeniowych Apache oraz struktury odpowiedzialne za systemy bezzałogowe.

W powietrzu starsze samoloty, często przekazywane Ukrainie, są zastępowane przez nowoczesne maszyny, w tym F-35, F-16 i FA-50. Docelowo Polska chce dysponować flotą około 160 samolotów bojowych. Na morzu planowana jest wymiana wysłużonych fregat na nowe jednostki klasy Miecznik oraz pozyskanie okrętu podwodnego Orka.

Istotnym elementem modernizacji jest współpraca z Koreą Południową. Polska zawarła kolejne kontrakty na zakup czołgów K2, z których część ma być produkowana lokalnie. Celem Warszawy jest nie tylko pozyskanie sprzętu, lecz także transfer technologii i rozwój krajowych zdolności przemysłowych, które mogłyby w przyszłości zasilić europejski sektor obronny.

Małgorzata Zachara-Szymańska podkreśla, że rozbudowa potencjału militarnego nie sprowadza się wyłącznie do kwestii obrony terytorialnej, lecz ma także znaczenie dla pozycji Polski w relacjach sojuszniczych. 

Rosnąca rola Polski widoczna jest również w relacjach z państwami regionu. Po zakupie przez Warszawę południowokoreańskiego systemu artylerii rakietowej Chunmoo, kraje bałtyckie wykazują wyraźne zainteresowanie pozyskaniem podobnych zdolności – wskazuje Tarociński.

Zdaniem eksperta, takie równoległe decyzje zakupowe sprzyjałyby zacieśnieniu współpracy operacyjnej i zwiększeniu interoperacyjności sił zbrojnych w regionie, jednocześnie umacniając pozycję Polski jako centrum bezpieczeństwa Europy Środkowo-Wschodniej.

Jednakże jak zaznacza Zachara-Szymańska, Polska na chwilę obecną nie jest postrzegana jako centrum, nie mniej jednak jest uznawana za niezbędny nowy filar w bardziej zróżnicowanej Unii Europejskiej, w której kwestie bezpieczeństwa odgrywają coraz większą rolę.