W weekend w mediach społecznościowych wybuchł spór między przedstawicielami Stanów Zjednoczonych i Francji. Powodem była decyzja Zgromadzenia Ogólnego ONZ o ponownym powołaniu Volkera Turka na stanowisko wysokiego komisarza ONZ ds. praw człowieka.
Zgromadzenie Ogólne zatwierdziło jego kolejną kadencję stosunkiem głosów 144 do 10, 13 państw wstrzymało się od głosu. Wśród krajów, które sprzeciwiły się jego nominacji, znalazły się Stany Zjednoczone, Izrael, Rosja i Argentyna.
Na platformie X amerykańska misja przy ONZ opublikowała nagranie z wypowiedzią ambasadora USA Jeffa Bartosa. Dyplomata stwierdził, że system ochrony praw człowieka ONZ „od dziesięcioleci traci wiarygodność”, a Volker Turk doprowadził go do „łoża śmierci”.
Na wpis odpowiedziała Stała Misja Francji przy ONZ w Genewie, która zarzuciła Waszyngtonowi utratę moralnego autorytetu.
„Stany Zjednoczone były kiedyś symbolem praw człowieka. Już nim nie są” – napisano we wpisie. Dodano również, że USA stoją obecnie po tej samej stronie co państwa takie jak Korea Północna i Rosja, oraz że „świat już ich nie słucha”.
Do francuskiej odpowiedzi odniósł się przedstawiciel USA przy ONZ Mike Waltz. Określił stanowisko Francji jako „haniebną” próbę odwrócenia uwagi od decyzji Paryża o – jak stwierdził – „pobłażaniu niektórym z najgorszych sprawców naruszeń praw człowieka”. Zarzucił także Francji zbliżanie się do „najgorszych ciemiężycieli świata”, przy jednoczesnym pouczaniu „wolnych, suwerennych demokracji, takich jak Stany Zjednoczone, Wielka Brytania i Izrael”.
Spór zaostrzył się jeszcze bardziej po wpisie amerykańskiego kongresmena Randy’ego Fine’a. Polityk nawiązał do kapitulacji Francji przed nazistowskimi Niemcami w 1940 roku, pisząc: „Czy nie macie komu się poddać?”.













