Rosja ostrzegła we wtorek, że wojskowe kontyngenty państw należących do tzw. „koalicji chętnych”, jeśli zostałyby rozmieszczone w Ukrainie, byłyby uznawane za „legalne cele wojskowe”.
Podczas briefingu w Moskwie rzeczniczka rosyjskiego Ministerstwa Spraw Zagranicznych Maria Zacharowa odniosła się do wypowiedzi prezydenta Francji Emmanuela Macrona dotyczących planów wysłania sił do Ukrainy. Oceniła, że taki krok byłby dla Rosji nie do zaakceptowania.
„W tym kontekście chcielibyśmy raz jeszcze podkreślić, że rozmieszczenie w Ukrainie jakichkolwiek kontyngentów wojskowych tzw. koalicji chętnych jest dla naszego kraju nie do zaakceptowania” – powiedziała.
Jak dodała, obecność zagranicznych wojsk oznaczałaby faktyczną ingerencję z zewnątrz oraz wzrost zagrożenia dla bezpieczeństwa Rosji.
„Powtarzam: oznaczałoby to de facto zagraniczną interwencję oraz wzrost zagrożenia dla bezpieczeństwa Rosji. Takie jednostki będą przez nas uznawane za legalne cele wojskowe” – stwierdziła Zacharowa.
Rzeczniczka rosyjskiego MSZ oceniła również, że dostawy uzbrojenia z państw zachodnich pozostają jedną z głównych przeszkód na drodze do zakończenia wojny w Ukrainie.
Przywołała przy tym wcześniejszą wypowiedź byłego szefa unijnej dyplomacji Josepa Borrella, który miał stwierdzić, że konflikt zakończyłby się „w ciągu kilku dni, tygodni lub miesiąca”, gdyby Europa wstrzymała dostawy broni do Ukrainy.
Jak przekazała Zacharowa, jeśli zachodnie państwa rzeczywiście chcą doprowadzić do zakończenia konfliktu, powinny zaprzestać dostarczania uzbrojenia władzom w Kijowie. Wezwała także Europę, by – jak powiedziała – „przestała chować się za frazesami o pokoju i otwarcie przyznała, że zależy im tylko na jednym – agresji”.
Zacharowa stwierdziła również, że broń przekazana Ukrainie przez państwa zachodnie była wykorzystywana przeciwko rosyjskim cywilom. Dodała, że część uzbrojenia trafiła na nielegalny rynek, a takie przypadki miały zostać odnotowane nie tylko w Europie, ale także w Ameryce Łacińskiej, Afryce i na Bliskim Wschodzie.
Maria Zacharowa skrytykowała także ćwiczenia wojskowe przeprowadzone przez Polskę 13 i 14 lipca w pobliżu granic z Rosją i Białorusią. Określiła je jako próbę „prężenia muskułów”.
Według rzeczniczki rosyjskiego MSZ manewry odzwierciedlają dążenie Warszawy do umocnienia swojej pozycji jako „lidera Europy Wschodniej” oraz „głównego bastionu wschodniej flanki NATO”.











