Rosyjska ambasada w Rumunii odrzuciła oskarżenia Bukaresztu dotyczące pożaru z 14 września w pobliżu zakładów zbrojeniowych Carfil SA w Braszowie. Skrytykowano również władze tego kraju za ich stanowisko wobec ataków na statki na Morzu Czarnym.
We wtorek ambasador Rosji w Rumunii Władimir Lipaew został wezwany do rumuńskiego Ministerstwa Spraw Zagranicznych. Podczas spotkania odrzucił zarzuty dotyczące incydentu w Braszowie, określając je jako „bezpodstawne”. Podkreślił, że Moskwa nigdy nie planowała, nie koordynowała ani nie przeprowadzała aktów sabotażu w Rumunii ani w żadnym innym państwie.
Rosyjska placówka dyplomatyczna skrytykowała także próby przypisywania Rosji odpowiedzialności za incydenty na Morzu Czarnym. Określiła je jako przejaw „politycznego cynizmu i hipokryzji”.
W oświadczeniu opublikowanym na Telegramie stwierdzono, że zagrożenia dla bezpieczeństwa żeglugi w regionie wynikają wyłącznie z działań Ukrainy i państw, które dostarczają jej broń.
„Co więcej, reżim w Kijowie nie tylko nie zaprzecza tym działaniom, lecz także szczyci się swoimi zbrodniami”- przekazano.
Według rosyjskiej ambasady od początku roku siły ukraińskie zaatakowały ponad 250 statków handlowych działających na rzecz rosyjskich podmiotów gospodarczych. W wyniku tych ataków miało zginąć 28 marynarzy.
Podkreślono, że żaden z tych statków nie przewoził ładunków wojskowych. Zarzucono jednocześnie państwom zachodnim, w tym Rumunii, brak potępienia tych ataków.
„Bukareszt zaczął wyrażać «zaniepokojenie» dopiero wtedy, gdy zablokowano nielegalne dostawy uzbrojenia dla reżimu w Kijowie, realizowane przez porty nad Morzem Czarnym” - przekazano w komunikacie.
Ambasador Lipaew wezwał Rumunię do uznania, że zagrożenie dla jej bezpieczeństwa nie pochodzi z Rosji, lecz z podporządkowania się – jak to określił – eskalacyjnej polityce kierownictwa NATO i Unii Europejskiej. Zarzucił przy tym przywódcom obu organizacji „utratę kontaktu z rzeczywistością”.
Wcześniej rumuńskie władze poinformowały o zidentyfikowaniu siatki sabotażowej koordynowanej z Rosji. Podejrzewają, że ma ona związek z pożarem z 14 września w pobliżu zakładów Carfil SA, producenta uzbrojenia z siedzibą w Braszowie.
Zidentyfikowano trzech podejrzanych: dwóch obywateli Białorusi i obywatela Ukrainy.


























