Estońskie władze sprawdzają, czy Rosja mogła mieć związek z podpaleniem budynku wykorzystywanego przez firmę z sektora obronnego. Do zdarzenia doszło w ubiegłym tygodniu.
Według informacji estońskiego nadawcy publicznego ERR, przekazanych przez prokuratora, budynek, z którego korzysta Milrem Robotics, został zaatakowany późnym wieczorem w piątek. Firma zajmuje się produkcją bezzałogowych systemów wojskowych wykorzystywanych m.in. na Ukrainie.
Premier Estonii Kristen Michal poinformował we wtorek za pośrednictwem platformy X, że podejrzani w sprawie zostali już zidentyfikowani. Jak przekazał, śledztwo obejmuje również hipotezę, zgodnie z którą zdarzenie mogło być aktem sabotażu, a jednym z badanych wątków jest ewentualny udział Rosji.
Kristen Michal podkreślił, że Estonia bardzo poważnie traktuje ataki wymierzone w jej przemysł obronny. Zapewnił również, że próby zastraszania kraju lub osłabiania jego bezpieczeństwa nie przyniosą oczekiwanego rezultatu.
Estoński premier zapowiedział, że władze będą chronić mieszkańców oraz przedsiębiorstwa, wykorzystując do tego wszelkie niezbędne środki.
Moskwa regularnie odrzuca oskarżenia o planowanie lub przeprowadzanie aktów sabotażu oraz innych ataków w państwach znajdujących się poza Ukrainą. Rosja twierdzi, że tego rodzaju doniesienia są elementem kampanii antyrosyjskiej propagandy.













