Prezydent Stanów Zjednoczonych Donald Trump wyraził poparcie dla ewentualnych działań zbrojnych kurdyjskich formacji z Iraku przeciwko Iranowi. Wypowiedź padła w momencie, gdy trwający konflikt na Bliskim Wschodzie obejmuje coraz więcej państw.
Izrael poinformował w piątek o rozpoczęciu szeroko zakrojonej operacji uderzeń w infrastrukturę w Teheranie. W tym samym czasie miasta w rejonie Zatoki ponownie znalazły się pod ostrzałem ze strony Iranu.
Trwająca wojna doprowadziła do serii ataków Iranu skierowanych w różne państwa regionu, w tym Izrael, kraje Zatoki Perskiej, Cypr, Turcję oraz Azerbejdżan. Działania zbrojne objęły również akwen Oceanu Indyjskiego w pobliżu Sri Lanki, gdzie amerykańska łódź podwodna zatopiła irańską jednostkę marynarki wojennej.
Donald Trump powiedział w czwartek w rozmowie z agencją Reuters, że popiera możliwość wkroczenia do Iranu kurdyjskich sił z Iraku.
„Myślę, że to wspaniałe, że chcą to zrobić. Jestem za” - stwierdził prezydent Stanów Zjednoczonych.
Według źródeł Reutersa, w czwartek doszło do dwóch ataków dronów na obóz irańskiej opozycji w irackim Kurdystanie. W ostatnich dniach kurdyjskie ugrupowania miały konsultować się ze Stanami Zjednoczonymi w sprawie potencjalnych operacji przeciwko irańskim siłom bezpieczeństwa w zachodniej części kraju.
Koalicja kurdyjskich grup działających wzdłuż granicy irańsko-irackiej półautonomicznym regionie Kurdystanu przygotowywała się do ewentualnego uderzenia. Celem takich działań miałoby być osłabienie potencjału militarnego Iranu w czasie, gdy Stany Zjednoczone i Izrael prowadzą bombardowania irańskich celów.
Podczas rozmowy telefonicznej z agencją Donald Trump stwierdził także, że Stany Zjednoczone powinny mieć wpływ na wybór przyszłego przywódcy Iranu.

Ofensywa przeciwko Iranowi wiąże się z poważnym ryzykiem politycznym dla Trumpa. Badania opinii publicznej wskazują na ograniczone poparcie społeczne, a Amerykanie obawiają się wzrostu cen paliw wynikającego z zakłóceń w dostawach energii. Prezydent zbagatelizował jednak te obawy.
Napięcia pojawiły się również na Kaukazie. W czwartek Azerbejdżan zapowiedział działania odwetowe po tym, jak cztery irańskie drony przekroczyły jego granicę i raniły cztery osoby w eksklawie Nachiczewan. Prezydent Ilham Alijew potępił ten incydent, określając go jako akt agresji i terroryzmu. Iran zaprzeczył jednak, by celowo atakował sąsiednie państwo.
Szef amerykańskiego resortu obrony Pete Hegseth podkreślił, że cele militarne Stanów Zjednoczonych nie uległy rozszerzeniu. Jak zaznaczył, operacja ma jasno określone zadania.
Podczas briefingu dotyczącego operacji wojskowych Hegseth oraz dowodzący siłami amerykańskimi na Bliskim Wschodzie admirał Brad Cooper zapewnili, że Stany Zjednoczone dysponują wystarczającymi zapasami uzbrojenia, by prowadzić bombardowania przez długi czas.
Według informacji Pentagonu operacja wojskowa o kryptonimie Epic Fury koncentruje się na niszczeniu irańskich rakiet ofensywnych, infrastruktury produkcji pocisków oraz jednostek marynarki wojennej, a jej celem jest również uniemożliwienie Teheranowi zdobycia broni nuklearnej.
Amerykańskie dowództwo przekazało, że intensywność irańskich ataków rakietowych spadła o 90 procent w porównaniu z pierwszym dniem wojny, a liczba ataków dronów zmniejszyła się o 83 procent.
Jak donosi Czerwony Półksiężyc, w Iranie w wyniku działań wojennych zginęło co najmniej 1230 osób. Wśród ofiar znalazło się 175 uczennic i pracowników szkoły podstawowej w Minab, którzy zginęli pierwszego dnia konfliktu.





