Szef polskiej dyplomacji o przełomie w globalnym układzie sił

Radosław Sikorski mówił o możliwym znaczeniu wydarzeń na Bliskim Wschodzie w przyszłości, wskazał także trzy główne trendy destabilizujące sytuację międzynarodową.

By
ARCHIWUM: Minister spraw zagranicznych Radosław Sikorski w Sejmie, Warszawa / Reuters

Minister spraw zagranicznych Radosław Sikorski ocenił, że wspólne działania militarne Stanów Zjednoczonych i Izraela przeciwko Iranowi mogą w przyszłości zostać uznane za moment, który zapoczątkował rozpad ładu międzynarodowego ukształtowanego po zakończeniu zimnej wojny.

Podczas wystąpienia na konferencji East x West Forum we Wrocławiu w czwartek, szef polskiej dyplomacji zasugerował, że historycy mogą uznać 28 lutego 2026 roku – dzień rozpoczęcia amerykańsko-izraelskiej kampanii powietrznej przeciwko Iranowi – za punkt zwrotny w historii świata.

Sikorski podkreślił, że konflikt na Bliskim Wschodzie nie jest główną przyczyną globalnej niestabilności, lecz raczej jej przejawem. Podkreślił, że obecne zmiany stanowią największe przekształcenie w porządku światowym od czasu upadku Związku Radzieckiego, co jego zdaniem pokazuje skalę zachodzących procesów. Dodał również, że nie da się obecnie przewidzieć, jak długo potrwa trwająca konfrontacja ani czy jej zasięg nie wyjdzie poza region, w którym się toczy.

Zdaniem Sikorskiego wydarzenia te ujawniły narastający kryzys zaufania pomiędzy Stanami Zjednoczonymi a ich sojusznikami, a także ograniczoną zdolność nawet najpotężniejszych armii do kontrolowania rozwoju sytuacji. Konflikt pokazał również, jak wrażliwe pozostają współczesne gospodarki, silnie uzależnione od stabilnych dostaw energii oraz surowców.

Trzy główne trendy destabilizujące

Sikorski wskazał trzy główne czynniki napędzające obecną niestabilność.

Pierwszym z nich są zmiany geopolityczne. Jak zaznaczył, równowaga sił, na której opierał się porządek po zimnej wojnie, nie odpowiada już rzeczywistości, a instytucje powstałe po II wojnie światowej mają trudności z dostosowaniem się do nowych warunków. Zwrócił uwagę, że państwa rozwijające się coraz częściej kwestionują obecny system, a dotychczasowi liderzy tracą zdolność do jego utrzymania.

Drugim czynnikiem są przemiany technologiczne. Szef polskiej dyplomacji podkreślił, że rozwój sztucznej inteligencji i technologii komputerowych oznacza nie tylko kolejną falę innowacji, lecz fundamentalną zmianę sposobu funkcjonowania świata. Z jednej strony mogą one przynieść postęp w medycynie czy energetyce, z drugiej – prowadzić do rywalizacji o dostęp do danych, półprzewodników i energii. Zwrócił uwagę, że technologie te stają się nowym źródłem napięć między państwami. Dodał również, że rozwój automatyzacji może nasilać nierówności społeczne oraz prowadzić do koncentracji bogactwa i wiedzy w rękach niewielkiej grupy osób.

Trzecim elementem jest rosnące niezadowolenie społeczne. Odwołując się do przykładu Stanów Zjednoczonych, Sikorski wskazał, że dobre wskaźniki gospodarcze nie zawsze przekładają się na poprawę jakości życia obywateli. Podkreślił, że rozbieżność między narracją a rzeczywistością sprawia, iż wyborcy w różnych krajach coraz częściej odrzucają dotychczasowe fundamenty systemu międzynarodowego. Ostrzegł także, że użycie siły militarnej coraz częściej traktowane jest jako narzędzie nacisku przed negocjacjami, a nie ostateczność.

Sikorski zwrócił uwagę, że opisane tendencje są szczególnie niebezpieczne dla państw takich jak Polska. Przypomniał, że w ciągu ostatnich 35 lat kraj rozwijał się w ramach systemu opartego na zasadach prawa, przechodząc drogę od peryferii do jednego z większych członków Unii Europejskiej.

Jednocześnie podkreślił, że Polska jako państwo średniej wielkości nie jest w stanie samodzielnie kształtować globalnej rzeczywistości. Dlatego, jak zaznaczył, opiera swoje bezpieczeństwo na przewidywalności, stabilności prawnej oraz instytucjach ograniczających działania silniejszych państw, takich jak Unia Europejska i NATO.

Odrzucając pomysły większej samodzielności Polski, Sikorski porównał je do skoku z lotniskowca do małej łodzi podczas sztormu, sugerując, że byłoby to wyjątkowo ryzykowne i niebezpieczne.

W trakcie późniejszej dyskusji odniósł się także do polityki zagranicznej prezydenta USA Donalda Trumpa oraz możliwości ewentualnego wycofania się Stanów Zjednoczonych z NATO. Podkreślił, że wypowiedzi Trumpa należy traktować poważnie, choć niekoniecznie dosłownie. Jednocześnie przyznał, że niepokoi go, gdy amerykański prezydent mówi o sojusznikach w kategoriach „oni”, a nie „my”.

Sikorski zaznaczył, że Europa powinna w większym stopniu wziąć odpowiedzialność za konwencjonalną obronę, podczas gdy Stany Zjednoczone nadal zapewniałyby odstraszanie nuklearne oraz wybrane zdolności strategiczne.