Szef mołdawskiego publicznego radia i telewizji Vlad Turcanu ogłosił rezygnację po fali krytyki związanej z głosowaniem jury podczas finału Eurowizji, który odbył się w miniony weekend.
W mediach społecznościowych pojawiły się setki krytycznych komentarzy dotyczących decyzji mołdawskiego jury, które przyznało jedynie trzy punkty sąsiedniej Rumunii. Kraj ten łączą z Mołdawią silne więzi językowe i kulturowe.
Podczas konferencji prasowej Turcanu podkreślił, że decyzja o odejściu była jego własnym wyborem.
„Zdystansowaliśmy się od głosowania jury, ale odpowiedzialność za tę sytuację nadal spoczywa na nas, a przede wszystkim na mnie jako szefie tej instytucji” – dodał.
Mołdawskie jury, wybrane przez publicznego nadawcę, przyznało maksymalną liczbę 12 punktów reprezentantce Polski Alicji Szemplińskiej, która ostatecznie zakończyła konkurs na 12. miejscu.

Dziesięć punktów trafiło do Izraela, który zajął drugą pozycję w konkursie odbywającym się w atmosferze napięć i bojkotów. Zwycięzcą konkursu została Bułgaria.
W głosowaniu telewidzów najwyższą notę – 12 punktów – otrzymała Rumunia reprezentowana przez Alexandrę Capitanescu.
Internauci wyrażali także niezadowolenie z faktu, że mołdawskie jury nie przyznało żadnych punktów Ukrainie.
Były minister obrony Anatol Salaru napisał na Facebooku, że najważniejsze są głosy zwykłych ludzi.
Do sprawy odniósł się również reprezentant Mołdawii Satoshi, który stwierdził, że ogromne poparcie społeczne dla Rumunii „odzwierciedla rzeczywistą opinię naszego społeczeństwa”.

















.jpeg?width=512&format=webp&quality=80)
