W czwartek minister spraw zagranicznych Radosław Sikorski podczas wystąpienia w Sejmie przedstawił stanowcze ostrzeżenie dotyczące konsekwencji ewentualnego wyjścia Polski z Unii Europejskiej.
W swoim przemówieniu zaprezentował główne kierunki polityki zagranicznej rządu na 2026 rok. Podkreślił, że członkostwo w Unii Europejskiej oraz w NATO stanowi dwa kluczowe filary gwarantujące Polsce stabilność i rozwój.
Zwracając się do środowisk postulujących luźniejsze relacje z Brukselą, ostrzegł, by ostrożnie podchodzić do politycznych ambicji, ponieważ – jak zasugerował – mogą one zostać zrealizowane z niekorzystnym skutkiem.
Przedstawione podczas wystąpienia szacunki wskazują, że opuszczenie UE mogłoby w perspektywie pięciu do dziesięciu lat obniżyć PKB o 4–7%, zmniejszyć płace nawet o 8%, a eksport mięsa i produktów mlecznych ograniczyć o 45–50%. Minister przypomniał, że roczna wartość polskiego eksportu wynosi około 350 mld euro, z czego niemal trzy czwarte trafia na rynki unijne.
Jak podkreślił, w interesie narodowym Polski leży pozostanie w Unii i współkształtowanie jej polityk. W jego ocenie uczestnictwo w procesie decyzyjnym UE wzmacnia suwerenność, a nie ją ogranicza. Dodał, że poza strukturami wspólnoty kraj byłby uboższy, słabszy i mniej bezpieczny.
Szef dyplomacji wskazał również, że Polska już teraz mierzy się z aktami sabotażu, cyberatakami i kampaniami dezinformacyjnymi powiązanymi z Moskwą. Przytoczył dane rządowe mówiące o tysiącach cyberataków dziennie wymierzonych w polskie instytucje, a także wspomniał o incydentach z udziałem rosyjskich dronów.

Odnosząc się do wsparcia dla Kijowa, zaznaczył, że pomoc Ukrainie nie jest gestem dobroczynności, lecz działaniem w polskim interesie narodowym. Jego zdaniem niepodległa i zakotwiczona na Zachodzie Ukraina wzmacnia bezpieczeństwo Polski, natomiast jej ewentualna porażka pogorszyłaby sytuację strategiczną kraju.
Minister podkreślił nierozerwalność członkostwa w UE i NATO w kontekście architektury bezpieczeństwa Polski, odrzucając narracje przedstawiające Brukselę czy Berlin jako zagrożenie dla suwerenności. Wskazał, że wspólne regulacje i instytucje pomagają w kształtowaniu relacji z Niemcami, ograniczając możliwość dominacji silniejszych państw. Zaznaczył, że realne zagrożenie jest na Wschodzie, a nie na Zachodzie.
Wystąpienie miało również znaczenie w krajowej debacie politycznej. Na sali obecny był prezydent Karol Nawrocki. Przemówienie odbyło się po tygodniach publicznych napięć między rządem a prezydentem dotyczących mechanizmów finansowania obronności w UE oraz polityki bezpieczeństwa narodowego.
Szef MSZ odniósł się także do relacji z kluczowymi partnerami, w tym ze Stanami Zjednoczonymi, zaznaczając, że więzi transatlantyckie nie mogą być uznawane za oczywiste. W jego ocenie Europa powinna w większym stopniu przejąć odpowiedzialność za własne bezpieczeństwo, między innymi poprzez zwiększenie wydatków na obronność oraz rozwój współpracy przemysłowej.




